Krótka odpowiedź: polska firma w UK ma dwie grupy klientów, które szukają jej w Google inaczej. Polak, który chce dogadać się po polsku, wpisze „hydraulik Gloucester” albo „polski elektryk Cheltenham”. Brytyjczyk wpisze „emergency plumber near me” albo „electrician Cheltenham”. Jeśli Twoja strona i wizytówka Google mówią tylko jednym z tych języków, połowa zapytań przechodzi obok Ciebie. Poniżej pokazuję, jak sprawdzić, czego szukają Twoi klienci, jak ułożyć listę fraz i gdzie je umieścić, żeby Google rozumiał obie wersje.
Dlaczego polska firma w UK ma dwa zestawy fraz
Przy brytyjskiej firmie sprawa jest prosta: jeden język, jedna lista fraz. U polskiej firmy w UK każda usługa ma zwykle trzy warianty zapytań:
- Po polsku z angielskim miastem: „hydraulik Gloucester”, „księgowa Bristol”, „mechanik Swindon”. Szuka tak Polak, który chce obsługi po polsku.
- Po angielsku z „polish”: „polish builder Reading”, „polish dentist London”. Szukają tak Polacy, którzy przełączyli się na angielski, i Brytyjczycy, którym ktoś polecił polską firmę.
- Po angielsku, bez narodowości: „plumber Gloucester”, „boiler repair near me”. To największa grupa. Klient nie szuka polskiej firmy, szuka dobrej.
Każda z tych grup trafia na inną stronę wyników i do innej konkurencji. Po polsku konkurujesz z kilkoma firmami w mieście. Po angielsku z każdą firmą w okolicy, łącznie z dużymi sieciami. Dlatego te same działania SEO dają w każdej grupie inne efekty i w innym czasie.
Jak sprawdzić, czego naprawdę szukają Twoi klienci
Nie zaczynaj od narzędzi do słów kluczowych. Przy polskich frazach w UK pokazują one często zero albo „poniżej 10 wyszukiwań”, bo ruch jest za mały, żeby go wiarygodnie policzyć. To nie znaczy, że nikt tak nie szuka. Znaczy, że narzędzie tego nie widzi.
Lepsze źródła, w tej kolejności:
1. Google Search Console. Jeśli masz stronę od kilku miesięcy, raport „Skuteczność” pokazuje zapytania, po których Twoja strona się wyświetliła. Przefiltruj je po słowach „polski”, „polish” i po nazwach usług. Często widać tam frazy, o których właściciel nie miał pojęcia.
2. Statystyki wizytówki Google. W panelu Google Business Profile, w sekcji wydajności, jest lista wyszukiwań, w których pojawił się Twój profil. Dla firm usługowych to najcenniejsza lista, bo pokazuje, jak ludzie szukają w mapach.
3. Twoi klienci. Przy kilku ostatnich zleceniach zapytaj: „Co wpisał pan w Google, zanim pan do mnie zadzwonił?”. Pięć takich odpowiedzi powie Ci więcej niż godzina w płatnym narzędziu.
4. Podpowiedzi Google. Wpisz w Google początek frazy („hydraulik Glou…”, „polish plumb…”) i zobacz, co podpowiada wyszukiwarka. Podpowiedzi biorą się z prawdziwych zapytań, więc pokazują, jak ludzie formułują pytania.
5. Planer słów kluczowych Google Ads. Przydaje się do fraz angielskich, gdzie ruch jest większy i liczby mają sens. Przy polskich frazach traktuj go tylko jako źródło pomysłów.
Jak ułożyć listę fraz: prosty arkusz
Zrób arkusz z kolumnami: usługa, fraza PL, fraza EN z „polish”, fraza EN ogólna, miasta. Przykład dla hydraulika z Gloucester:
| Usługa | Po polsku | EN z „polish” | EN ogólna |
|---|---|---|---|
| Naprawa kotła | naprawa bojlera Gloucester | polish boiler engineer Gloucester | boiler repair Gloucester |
| Awarie | hydraulik awaria Gloucester | polish plumber Gloucester | emergency plumber Gloucester |
| Łazienki | remont łazienki Gloucester | polish bathroom fitter Gloucester | bathroom fitter Gloucester |
Kilka zasad, które oszczędzają czas:
- Używaj słów, których używają klienci, a nie branża. Polacy w UK mówią „bojler”, nie „kocioł gazowy”. Brytyjczyk szuka „boiler repair”, nie „heating system maintenance”.
- Bierz pod uwagę mieszankę języków. Polskie zapytania często mają angielskie słowa: „gas safe certyfikat”, „MOT Swindon po polsku”, „hydraulik combi boiler”. To normalne i warto je uwzględnić w tekście.
- Miasta tylko te, które naprawdę obsługujesz. Lista 40 miejscowości w stopce nie pomaga, a może zaszkodzić. Lepiej kilka miast z konkretnymi informacjami.
- Bez polskich znaków też. Część ludzi pisze na telefonie z angielską klawiaturą: „ksiegowa”, „mechanik samochodowy”. Google zwykle rozumie oba warianty, ale w treści warto mieć pełną, poprawną polszczyznę, a nie celowe błędy.
Gdzie umieścić frazy, żeby Google rozumiał obie wersje
Na stronie
Najlepsze rozwiązanie to osobna wersja językowa: polska pod jednym adresem, angielska pod /en/, połączone tagami hreflang. Opisuję to szczegółowo w poradniku o stronie dwujęzycznej PL/EN. W każdej wersji frazy trafiają w te same miejsca:
- Tytuł strony (title) i nagłówek H1: usługa plus miasto, np. „Hydraulik Gloucester - naprawa bojlerów i awarie” oraz „Plumber in Gloucester - boiler repair and emergencies”.
- Osobna podstrona na każdą ważną usługę. Jedna strona „Usługi” z listą dziesięciu punktów przegrywa z konkurentem, który ma osobną stronę o naprawie kotłów.
- Treść, która odpowiada na pytania klienta: jakie kotły, jakie okolice, jak szybko przyjeżdżasz, ile kosztuje wizyta. Frazy pojawiają się wtedy naturalnie.
Czego nie robić: wklejać polskich fraz w angielski tekst (albo odwrotnie) tylko po to, żeby „były na stronie”. Google rozpoznaje język strony i taki miszmasz psuje obie wersje.
W wizytówce Google
Wizytówka ma jeden opis i jedną nazwę, więc tu trzeba wybrać. Moja praktyka dla polskich firm obsługujących też Brytyjczyków:
- Nazwa firmy: dokładnie tak, jak jest zarejestrowana. Nie dopisuj fraz do nazwy, Google za to zawiesza profile.
- Kategoria główna po angielsku, bo tak działa Google w UK (np. „Plumber”).
- Opis: po angielsku, z jednym zdaniem, że obsługujesz też po polsku („We speak Polish”, „Mówimy po polsku”).
- Usługi i posty: tu możesz mieszać. Część wpisów po polsku, część po angielsku.
- Opinie: proś klientów, żeby pisali w swoim języku. Opinie po polsku przyciągają polskich klientów, a Google tłumaczy je automatycznie dla pozostałych. Więcej w poradniku jak zdobyć opinie Google.
Jakiego efektu się spodziewać i kiedy
Na frazach po polsku konkurencja jest zwykle mała, więc dobrze zrobiona podstrona potrafi pojawić się wysoko szybciej niż na angielskich. Ruch z nich jest mniejszy, ale zapytania są bardzo konkretne: ktoś szuka polskiego hydraulika w Twoim mieście, czyli Ciebie.
Frazy angielskie dają więcej ruchu, ale wymagają więcej pracy: dobrych podstron usług, opinii, wpisów w katalogach i czasu. Jak to wygląda w praktyce na przykładzie firmy z Cheltenham, pokazuję w case study Decorators Cheltenham.
Nie mogę obiecać, ile zapytań przyniesie każda fraza, bo zależy to od miasta, branży i konkurencji. Mogę za to pokazać, co działa w Twojej sytuacji, gdy zobaczę dane z Twojej Search Console i wizytówki.
Od czego zacząć dziś
- Otwórz Search Console i statystyki wizytówki. Spisz zapytania po polsku i po angielsku.
- Zrób arkusz jak wyżej: usługa, trzy warianty frazy, miasta.
- Sprawdź, czy każda główna usługa ma swoją podstronę w każdym języku, w którym chcesz zdobywać klientów.
- Popraw tytuły i nagłówki H1 tak, żeby zawierały usługę i miasto.
Jeśli wolisz, żeby ktoś zrobił to za Ciebie, zacznij od audytu w ramach usługi pozycjonowanie stron w UK za £97. Dostajesz listę fraz w obu językach i plan, które podstrony poprawić najpierw.
Częste pytania
Czy polscy klienci w UK szukają usług po polsku?
Część tak, zwłaszcza gdy szukają kogoś, z kim dogadają się w swoim języku: hydraulika, księgowego, fryzjera, lekarza. Wtedy wpisują zwykle polską nazwę usługi z angielską nazwą miasta albo frazę typu „polski mechanik Swindon”. Duża część Polaków w UK szuka jednak po angielsku, tak jak wszyscy. Dlatego strona dla polskiej firmy prawie zawsze potrzebuje obu wersji fraz.
Skąd wiem, w jakim języku szukają moi klienci?
Najpewniejsze źródło to Google Search Console Twojej strony (raport Skuteczność, zakładka Zapytania) i statystyki wizytówki Google (sekcja „Wyszukiwania, w których pojawił się profil”). To są prawdziwe zapytania Twoich klientów, a nie szacunki z narzędzi. Jeśli strona jest nowa, zapytaj kilku ostatnich klientów, co wpisali w Google.
Czy fraza „polish” w angielskiej wersji ma sens?
Tak, frazy typu „polish builder Reading” czy „polish dentist London” wpisują zarówno Polacy, jak i Brytyjczycy, którzy szukają polskiej firmy z polecenia. Ruch jest mniejszy niż z ogólnych fraz, ale konkurencja też jest mała, a klient od razu wie, czego chce.
Czy mogę po prostu wpisać polskie i angielskie słowa na jednej stronie?
Nie warto. Strona, na której akapit po polsku przeplata się z angielskim, gorzej wypada i u ludzi, i w Google. Lepiej mieć osobną wersję językową (np. /en/) z tagami hreflang albo, przy małej stronie, jeden główny język i krótką sekcję w drugim.
Ile fraz potrzebuje mała firma usługowa?
Mniej, niż się wydaje. Na początek wystarczy po jednej głównej frazie na usługę w każdym języku, plus warianty z miastami, które realnie obsługujesz. Lepiej 10 fraz dobrze pokrytych treścią niż 100 wpisanych w stopkę.